Nie znam się, to się wypowiem: internetowi adwokaci diabła

24 sierpnia 2014
4

Może i jestem szurnięta, ale często, gdy zapoznaję się z jakimś interesującym wątkiem w internecie, lubię także poczytać komentarze pod nim. Czasami są one równie interesujące, czasem totalnie oderwane od rzeczywistości (vide: Pudelek), a czasem nawet ciekawsze od samego materiału, wprowadzające świeże spojrzenie na sytuację, prowokujące do myślenia. Najciekawiej jest jednak, gdy piosenkarz/aktor/bloger/sportowiec/ * (wstaw co Ci jeszcze przyjdzie do głowy) posiada wierne grono oddanych czytelniczek/czytelników, gotowych w ogień wskoczyć za swoim guru, na przykład taka Chodakowska, albo jakaś gwiazdka MTV. I niech no tylko pojawi się choć jedna osoba, która ośmieli się wyrazić swoją nie do końca pochlebną opinię (nawet w grzeczny sposób).

 Pozwolę sobie pisać w formie „Ty” – myślę, że i Tobie i mi będzie łatwiej przebrnąć przez ten tekst :D.
Jak ci się nie podoba, to nie oglądaj!!!!!!!!!!!!
 Powiedz mi, dlaczego mam tego nie oglądać? Zacznijmy od tego, że żadna osoba o zdrowych zmysłach nie otacza się tym, co jej się nie podoba/denerwuje ją/wywołuje inne negatywne emocje. Zakładam więc, że osoba komentująca negatywnie, zetknęła się z danym tekstem/teledyskiem/czymś tam po raz pierwszy i wywołał w niej tak ogromne emocje, że musiała podzielić się nimi z całym Internetem. Ale czy założeniem autora nie jest dotrzeć do jak największej ilości odbiorców i wywołać u nich mnogość różnorodnych reakcji?Z drugiej strony zakładam też, że ktoś, kto udostępnia swoją twórczość publicznie liczy się z tym, że reakcja na jej pracę może mieć wydźwięk negatywny i krytyka nie boli jej aż tak, jak Ciebie. Z jeszcze innej strony – takie flame wary często realnie przekładają się na ilość odsłon, co w wielu wypadkach wiąże się z większym zyskiem dla autora. Taki jeden negatywny komentarz wywołuję lawinę innych. Więc dlaczego, do wuja wafla, nie pozwalasz zarobić swojemu idolowi? :D
źródło: kwejk.pl
Na pewno zazdrościsz!!!!!
Ale czego ja mam Ci zazdrościć? Odsłon? Subskrybentów? Paparazzi, którzy tylko czekają na moment, aż zjem obfitą kolację i mój brzuch będzie wyglądał, jakbym była w ciąży? Tego, że nie mogę spokojnie spotkac się z kumplem z piaskownicy, bo zaraz media obiegnie plota, że zdradzam swojego faceta? Pilnowania się na każdym kroku, bo wszystko co zrobię może być użyte przeciwko mnie? Każdy ma swój pomysł na życie i realizuje go na swój sposób. Ktoś wybrał karierę osoby publicznej i jeśli jemu z tym dobrze – mi nic do tego. I choć może nie do końca zgadzam się z tą osobą, nie widzi mi się jej twórczość – podziwiam jej upór w dążeniu do celu i osiągnięcie go, bo popularność to tylko wierzchołek góry lodowej, pod którym znajdują się lata wytrwałej pracy. Tymczasem ja mam swoje spokojne życie i kocham je takim, jakie jest.Droga wolna – nic nie stoi na przeszkodzie, abyś i Ty realizował swój plan. Zrób studia prawnicze, aplikację adwokacką i przy dobrych wiatrach będziesz mógł zostać spełnionym, pełnoetatowym obrońcą swojego idola… Na marginesie, my number one na liście najsłabszych argumentów użytych w kłótni.
źródło: tabletowo.pl
Podpisz się, pokaż swoją twarz!!!
I co Ci to da? Chcesz mnie odnaleźć, porozmawiać ze mną w realu? Złapać na ulicy i omówić szczegóły? Nie sądzę… Twój argument jest inwalidą. A może chcesz mnie skrytykować na podstawie mojego wyglądu? Naprawdę, zależy Ci, żeby zniżyć się do mojego poziomu? :DPopatrz na siebie, ideałem też nie jesteś!!!!!!
No ba. Powiem Ci nawet coś w sekrecie, ale obiecaj, że nikomu, absolutnie nikomu nie powiesz, ok? Uwaga: nikt nie jest ideałem. Ba dum tss…Nie muszę nim być, aby mieć prawo do wyrażania opinii. Negatywne opinie także są potrzebne. Choć nie zawsze trzeba się do nich stosować (Masz mały tyłek, zrób coś z tym!!!!!), często pomagają ulepszyć to, co jeszcze niedoskonałe. Grunt, żeby wyrażać je w sposób kulturalny, bez ataków personalnych, bez mówienia opozycji, co może robić, a czego nie, bez przewidywania, kto znajduje się po drugiej stronie ekranu. Jest przedmiot sporu, jest Twoje zdanie i moje, nic innego się nie liczy.Są pewne granice, których uczą nas nasi rodzice oraz życie, których nie powinniśmy przekraczać. Jeśli mimo wszystko lecimy po bandzie – świadczy to nie o kimś innym, a o nas samych.
Yeah, wyrzuciłam to z siebie :D. Mój facet, czytając tę notkę zapytał: ktoś cię gdzieś pojechał? Nieee, nie zwykłam tracić czasu na tego typu rozrywki, ot chodziło mi to po głowie od jakiegoś czasu :).


Tagi: , , , , ,

4 odpowiedzi na “Nie znam się, to się wypowiem: internetowi adwokaci diabła”

  1. Anonymous napisał(a):

    jakoś tak kiepsko w blogosferze jest jednym słowem ;( ale widzę ,że komentarzy też jakos mało, brak zainteresowania, czy odwagi, czy coś innego???

    • Berciuch napisał(a):

      Nie wszędzie jest kiepsko. Jest też wiele miejsc, w których można poczytać bardzo wartościowe dyskusje, tylko trzeba je znaleźć :) Spadek liczby komentarzy zauważyłam od czasu rozszerzenia tematyki bloga :)

  2. Marysia napisał(a):

    To prawda…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Cześć, jestem Berciuch. Jak widać, nie facet, choć ksywa może sugerować inaczej . Fajnie, że jesteś - rozgość się w moim świecie i zostań na dłużej!

Facebook

Instagram

Reklama



© 2011-2015 Berciuch. Wszelkie prawa zastrzeżone.